PROJEKTY

Projekty - IFF-budynek-IdaCz-64

Nasze projekty

IFF realizuje rownież długoterminowe projekty charytatywne i edukacyjne, wymykające się prostym definicjom. Zawsze łączy je jednak wspólny mianownik, czyli oczywiście fotografia.

Szkoła Patrzenia

„Szkoła patrzenia” powstała dla osób pracujących z obrazami i patrzeniem m.in. w mediach, sztuce, edukacji, aktywizmie społecznym.

Dowiedz się więcej

Logo Szkoły patrzenia - graficzny znak oka na zielonym tle

Projekt Marzenie

Projekt Marzenie jest jedynym przedsięwzięciem IFF, które ma na celu wsparcie innych Fundacji. Postanowiliśmy wykorzystać naszą wiedzę merytoryczną i doświadczenie w produkcji sesji fotograficznych aby wesprzeć realizację marzeń potrzebujących dzieci w Polsce.

Bohaterami cyklu są najwybitniejsi polscy artyści, naukowcy, mężowie stanu i sportowcy.

Spośród tego grona swoje marzenia powierzyli nam już:

Plakat stylizowany na film o Jamesie Bondzie: Andrzej Seweryn w smokingu stoi z pistoletem na tle panoramy miasta, ujęty między nogami kobiety w czarnym kostiumie i szpilkach. Wokół widoczne są samoloty, helikoptery, motocykliści i scena nurkowania; u góry i na dole znajdują się napisy, w tym „ANDRZEJ SEWERYN 007” oraz „James Bond 007. For Your Eyes Only”.
fotografia: Bernard Kwapiński, tekst: Anna Kaplińska

Andrzej Seweryn

„Dla każdego mężczyzny, który chce być traktowany jak prawdziwy mężczyzna, agent 007 musi być bardzo ważny! Bond dla facetów jest postacią mityczną, celem ostatecznym wszelkich działań. (śmiech) I dlatego też, od razu pomyślałem o nim, kiedy zapytano mnie, o najskrytsze marzenia z czasów dzieciństwa. (…) W moim osobistym zbiorze ikon popkultury istnieje trzech Jamesów Bondów. Ten, grany przez Seana Connery’ego i Pierce’a Brosnana. Ale w pewnym momencie, dla żartu, pomyślałem sobie – a jak właściwie wyglądałby polski James Bond?! I wyszło mi, że w Polsce jest jeden – Andrzej Seweryn.”

Paweł Althamer z rodziną i przyjaciółmi przed drewnianym domem z dwuspadowym, krytym strzechą dachem. Grupa składa się z kilkunastu osób, w tym dzieci, stojących na trawie. Po prawej stronie widać krowę trzymaną na postronku. Fotografia utrzymana jest w sepii i stylizowana na archiwalną.
fotografia i tekst: Michał Szlaga

Paweł Althamer

„Postanawiam zadzwonić do Pawła Althamera i zaproponować mu udział w projekcie „Marzenie”. Pytam, kim chciał kiedyś być, czy ma jakieś niespełnione marzenie.

– Zawsze chciałem być szczęśliwym człowiekiem i członkiem szczęśliwej społeczności – słyszę. – Może chciałbym jeszcze uciec z więzienia i poprowadzić za sobą innych, ale… to też marzenie o szczęściu.

Mówię: – OK, ale jak to przełożyć na fotografię? Masz jakieś wskazówki?

– Najlepiej sfotografuj mnie z rodziną i z przyjaciółmi. Był 100 lat temu taki malarz w Szwajcarii – Otto Mayer, który zamieszkał na kilkanaście lat w kolonii artystów w górskim Amden nad jeziorem Walen. Artyści, reformatorzy życia, okultyści, spirytystyczni prorocy w tęsknocie za lepszym życiem i w poszukiwaniu Boga stworzyli to miejsce – byli jak pierwsi hipisi. Chciałbym być częścią takiego cudownego miejsca, gdzie natura jest dla mnie i bliskich najważniejszym rozmówcą. Mam takie miejsce, w którym staramy się z Matejką (żoną Pawła Althamera – przyp. red.) i bliskimi spędzać jak najwięcej czasu.”

reżyseria i zdjęcia: Monika Kmita, montaż: Krzysztof Fisher, dźwięk: Marcin Lenarczyk
Jerzy Vetulani, nagi od pasa w górę, stoi w wodzie na tle rozmytej, niebieskiej tafli z widocznymi falami. Ma na oczach okulary pływackie, w ustach trzyma kilka pereł, a przed sobą unosi dłoń z lekko zgiętymi palcami.
fotografia: Michał Szlaga, tekst: Anna Kaplińska

Jerzy Vetulani

„Jako dziecko chciałem być poławiaczem pereł. Czytałem opowiadania o poławiaczach pereł i bardzo chętnie bym się w ten podwodny świat przeniósł. Tam też przecież można spotkać złote rybki i syreny. Podobno jak się urodziłem, moja mama powiedziała: życzę ci, żebyś był dobry i szczęśliwy. Więc ja złotej rybce bym powiedział: słuchaj, zrób tak, żebym był dobry i szczęśliwy. Chciałabym ją poprosić, żebym nie zaczynał odczuwać pewnych drobnych deficytów w pamięci roboczej, osłabienia zmysłu równowagi czy spowolnienia chodu biegania. No i żeby zatrzymała proces tracenia wzroku.”

Obejrzyj film tu

Józef Wilkoń ubrany w jasne, maskujące okrycie, przypominające korę brzozy, stoi nieruchomo wśród wysokiej zielonej trawy i licznych, pozbawionych liści pni brzóz. Nocna scena rozgrywa się pod gwiaździstym niebem, w chłodnej, niebieskawej tonacji.
fotograf: Adam Pańczuk, tekst: Anna Kaplińska

Józef Wilkoń

„Jest we mnie takie uczucie już od dziecka. Noszę w sobie wrażenie, które mam z dzieciństwa, które pozostało we mnie tak silnie, tak wyraźnie, że potrafię je do dziś opisać. Ja zawsze wchodząc do lasu czułem się tak wzniośle, jakby to było coś świętego, pełnego majestatu. Ojciec mnie kiedyś zawiózł spod Wieliczki do Puszczy Niepołomickiej. I chodziliśmy razem w przepięknej puszczy, a ze mną działo się coś niesamowitego – …czułem się jak bym wszedł do świątyni. Może trochę patetycznie brzmi, może trochę za wzniośle, ale tak się czułem. Od tamtej pory mam w sobie szacunek, uwielbienie piękna natury poprzez las, poprzez drzewa.

Chciałbym być brzozą. Albo dębem. Raz kiedy mnie coś wzrusza, czuję się tak delikatny i niewinny jak brzoza. Chciałbym też być dębem. Mieć wspaniałą formę, ogrom, tej wielości, bujność listowia. Jeden z takich dębów jest obok mojego domu. Ale prawdę mówiąc – każde drzewo jest piękne, bo inne.”

reżyseria i zdjęcia: Monika Kmita, montaż: Tomasz Bochniak, muzyka: Jan Szarecki
Tomasz Stańko stoi na jasnym tle i gra na trąbce; ma na sobie ciemny garnitur i kapelusz. Stoi na prostokątnej, metalicznej płycie.
fotografia: Paweł Fabjański, tekst: Anna Kaplińska

Tomasz Stańko

„Jako nastolatek miałem jedno marzenie – zagrać z Komedą. I ono się spełniło. A potem grałem z najlepszymi i wszystko przychodziło do mnie w sposób naturalny. Nie wyrobiłem w sobie mechanizmu marzenia – bo mi się wszystkie marzenia spełniały. Bo dla mnie, proszę pani, marzyć – to żyć. (…) Ja się spełniam żyjąc. Po prostu. Nie mam odruchu marzenia. On nie jest mi potrzebny. (śmiech) (…) Muzyka jest abstrakcyjną formą sztuki, nie potrzebuje słów. Ja żyję i tworzę w abstrakcji. To, co robię jest bardzo ulotne i nienazwane. Muzyka jest rodzajem marzenia.”

reżyseria: Monika Kmita, zdjęcia: Kajetan Plis, montaż: Tomasz Bochniak, muzyka: Nature Sound, Tomasz Stańko, Rysy, światło: Darek Barwiejuk/Heliograf, kamera: Koi Studio
Zbigniew Libera jako pustelnik stoi nago w skalnym otoczeniu przy wejściu do skalnej groty. Opiera się na drewnianym kiju, na ramiona ma narzucony koc; obok widać ognisko z czajnikiem, naczynia oraz dwie kozy.
fotografia: Anna Grzelewska, tekst: Anna Kaplińska

Zbigniew Libera

„W ostatnich latach najczęściej chciałbym być pustelnikiem. Są takie klasztory w których bym się zamknął.  Kiedyś byłem w ortodoksyjno-chrześcijańskim klasztorze w Izraelu. Trzeba długo iść przez pustynię, żeby tam dotrzeć. Nazywa się Koziba i jest wykuty w skalnym kanionie w środku pustyni pod Jerozolimą. Mieszkają tam mnisi hodujący kozy, które brykają po zboczach. Mnisi siedzą w jaskiniach. Ci którzy, już tam raz wejdą, nigdy stamtąd nie wychodzą. Wciągają jedzenie po sznurze. Jak koszyczek jest wystawiony, to znaczy, że ten człowiek żyje. A jak nie, to nie. Często myślę ostatnio różnego rodzaju pustelnikach czy eremitach, którzy żyli na pustyni a żywili się szarańczą.”

reżyser: Monika Kmita, operator: Weronika Bilska, montaż: Tomasz Bohniak, muzyka: Marcin Lenarczyk, kolor: Luna Park
Uśmiechnięty Ks. Adam Boniecki opiera się na lasce, stojąc na kawałku drewnianej podłogi na jednolitym białym tle.
fotografia: Jacek Poremba, tekst: Anna Kaplińska

Ks. Adam Boniecki

„Najdawniejsze pragnienie posiadania czegoś materialnego, które zapamiętałem, to było pragnienie posiadania… laski. Nie, nie miałem kłopotów z chodzeniem. Wtedy była moda chodzenia z laską. Szanujący się, wytworny dorosły chodził z laską. Podejrzewam, że po prostu chciałem być dorosły a ponieważ tego przyspieszyć się nie da, marzyłem, żeby przynajmniej wyglądać jak dorosły. Któraś z ciotek nawet obiecała mi przywieźć wymarzoną laskę z Warszawy. Nic z tego. Ku mojemu rozczarowaniu przywiozła mi jakąś idiotyczną (bo dziecinną) zabawkę.”

Kolaż stylizowany na archiwalne zdjęcie ślubne: Janusz Głowacki jako dziecko występuje w roli „Pana Młodego”, obok jego matka jako „Panna Młoda”, trzymająca bukiet kwiatów.
fotografia (collage): Dorota Buczkowska, tekst: Janusz Głowacki

Janusz Głowacki

Przecież wiadomo, ze dla sześcioletniego chłopca Matka to Wszechświat. Moja miała wpływ na przyrodę – rozpędzała chmury jak chciała. Pewnie byłem chłopcem tchórzliwym, bo prosiłem żeby zamieniła mnie w lwa. Powiedziała że żaden problem, tylko nie jest pewna czy potrafi mnie potem odczarować. Wahałem się. Czasem straszyła mnie że jak dorosnę, to ją opuszczę. Przysięgałem, że nigdy się z nikim nie ożenię, a jeżeli – to tylko z nią. Chyba lubiła to słyszeć. Oczywiście że było w tym coś freudowskiego…

Obejrzyj film tu

Jerzy Plich sportretowany dwukrotnie w jednym kadrze; grający w szachy sam ze sobą. Postacie siedzą na przeciwko siebie na drewnianych krzesłach, jedna ubrana jest w czarną koszulę, a druga w białą. Pomiędzy nimi na stoliku rozstawiona jest szachownica. Postać w białej koszuli trzyma na rękach kota.
fotografia: Jacek Poremba, tekst: Anna Kaplińska

Jerzy Pilch

„Moje nie ma na imię Monika, ani nie ma na imię Sharon, ani Cindy. Ale może mieć na imię – Lew. Nie marzę zatem o Sharon Stone, tylko o Lewie Nikołajewiczu Tołstoju. 

(…) Tołstoj był trudny, ale… to może wreszcie powiem, bo to chyba już jasne się stało. Moim niezrealizowanym marzeniem, ale też takim, którego pewnie nie zrealizuję, bo już nie podciągnę rosyjskiego do tak wysokiego poziomu – byłoby przetłumaczenie i wydanie z własnym komentarzem „Śmierci Iwana Ilicza”. Obawiam się jednak, że tego już nie zrobię, co przyjmuję z pewną melancholią. 

Tołstoju i o szachach oraz o sobie napisał pan opowiadanie „Sobowtór zięcia Tołstoja”. 

Punktem wyjścia dla tego opowiadania jest zdjęcie, na które natrafiłem 10 lat temu w jakieś gazecie przedstawiająca całą rodzinę Tołstojów zgromadzonych wokół szachownicy. 

A to zdjęcie i gra w szachy sprawia, że kreśli pan w tym opowiadaniu genialny portret swojej rodzinny. A w szczególności ojca…. 

Tak. To Tołstoj można powiedzieć mi się przydał bardzo.” 

Janusz Majewski w ciemnym garniturze i okularach przeciwsłonecznych stoi w półmroku wnętrza, opierając dłoń z cygarem na saksofonie ustawionym na stole. Wokół unosi się dym, a scena oświetlona jest mocnym, punktowym światłem z tyłu. Czarno-biała fotografia o wysokim kontraście.
fotografia: Bernard Kwapiński, tekst: Anna Kaplińska

Janusz Majewski

„Próbowałem grać na trąbce. Kiedy robiłem film w Czechosłowacji, zostało mi pełno koron, z którymi nie wiedziałem, co mam zrobić, więc kupiłem sobie trąbkę. Tomasz Stańko, gdy mu ją pokazałem, to był zdziwiony, że taką dobrą udało mi się zdobyć. To była jazzowa trąbka tłokowa. Więc myślałem sobie, że jak będę miał trochę czasu, to zacznę się na niej uczyć grać. Najpierw, jeszcze na Żoliborzu, gdzie mieszkałem, spróbowałem, ale już widziałem zaniepokojenie sąsiadów, więc sobie dałem spokój. A potem wyprowadziliśmy się na Mazury, więc myślę: no, to tu rozwinę talent! Jak się zacząłem tam uczyć na tej trąbce, to wszystkie psy w okolicy zaczęły tak wyć i szczekać, że nie mogłem tego kontynuować. Więc koniec końców, nie nauczyłem grać na żadnym instrumencie.”

Jerzy Stuhr sportretowany z profilu, z jasną poświatą wokół sylwetki, siedzi przy biurku i pisze na klasycznej maszynie do pisania. Biurko oświetla lampka, wokół leżą kartki papieru i stoi telefon z tarczą. Czarno-biała, kontrastowa fotografia z punktowym światłem.
fotografia: Bernard Kwapiński, tekst: Alicja Resich-Modlińska

Jerzy Stuhr

„To marzenie, o którym mówię trochę w nawiasie, jest ściśle związane z moim dążeniem do wolności. To co robię zawodowo ją ogranicza. Teatr, który oczekuje, że będę artystą o 19.30, albo film, w którym na plan jedzie siedem tirów i cała organizacja życia zależy od tylu osób. Natomiast jak wezmę pióro i siądę przed kartką papieru to czuję się wolny. (…) Nie mam odwagi pójść w fikcję. Może to jeszcze przede mną. Cały czas krążę wokół swoich przemyśleń.”

Boris Kudlička siedzi na podłodze warsztatu samochodowego obok zabytkowego auta z otwartą maską i drzwiami. Ma na sobie jasne ubranie robocze, przed nim leżą narzędzia, a obok niego oparty jest duży młotek. Czarno-biała fotografia.
fotografia: Bernard Kwapiński, tekst: Olga Wiechnik

Boris Kudlička

„Na początku był trabant. Ten latający – element scenografii, zauważony podczas jednego z koncertów U2, i ten własny – samodzielnie wyremontowany. Boris Kudlička, wielokrotnie nagradzany scenograf, który marzy o byciu mechanikiem samochodowym, trabanta kupił na pierwszym roku studiów. – Wersja de luxe – mówi z dumą. – Od podstawowej różnił się światłem przeciwmgielnym z tyłu i kratką rozmrażającą na tylnej szybie. Pomalowaliśmy go z kolegą na podwórku na kolor butelki piwa, takiej brązowej. Do tego złote felgi, złote wycieraczki, aluminiowe listwy posprejowane na złoto – wspomina.”

Obejrzyj film tu

Beata Tyszkiewicz siedzi na krześle na jasnym tle, ubrana w biały płaszcz przewiązany w talii. Na kolanach trzyma metalową miskę z obranymi ziemniakami w wodzie. Portret utrzymany jest w stonowanej, niemal monochromatycznej tonacji.
fotografia: Bernard Kwapiński, tekst: Alicja Resich-Modlińska

Beata Tyszkiewicz

„Jako spełnienie marzeń wybrałam bycie zwykłą kobietą. Myślę, że wszyscy myśleli: przecież, aktorka powinna mieć wyjątkowe marzenia. Powinna marzyć o tym, by zagrać Gertrudę w „Hamlecie”, czy choćby „Antygonę”. A ja ku zaskoczeniu, chcę być tym, kim jestem i z czego jestem najbardziej dumna – kobietą zajmującą się domem. Bardzo bawi mnie obserwowanie, jak bardzo to nie pasuje do mojego „image’u”. Mój koncept wciąż budzi zdziwienie.

(…) Zawsze odstawałam od wyobrażeń na mój temat. Zwyczajne życie ma w sobie tyle urody i piękna, że to właśnie ono wydaje mi się najbardziej interesujące. Na tym zdjęciu to właśnie chciałam pokazać.”

Obejrzyj film tu

Siedem osób w aranżowanej scenie studyjnej siedzi i stoi na tle szarych tkanin; kompozycja przypomina teatralną inscenizację. Podłogę pokrywa czarno-biała, geometryczna posadzka. W centrum Anda Rottenberg siedzi na krześle, obok osoba w stroju medycznym trzyma uniesioną kroplówkę podłączoną do niej przewodem.
fotografia: Przemek Dzienis, tekst: Anna Kaplińska

Anda Rottenberg

Miałyśmy rozmawiać o marzeniach, a będziemy rozmawiać o…

…śmierci. A właściwie o prawie do eutanazji na życzenie. (…) Od jakiegoś czasu przyglądam się, jak odchodzą różne osoby z kręgu moich bliskich. Niektórzy zostali skazani na ogromne cierpienie, a jeśli umierają w szpitalach, lekarze torturują ich dodatkowo zabiegami uporczywie podtrzymującymi życie – ponieważ jest to zgodne z ich etyką, czy światopoglądem. (…) Śmierć nigdy nie jest dobra. Ludzie jednak tak bardzo się jej boją, że odsuwają myślenie o niej, a potem nie są już w stanie zorganizować sobie godnego odejścia. Ale ja nie chciałabym umierać w taki sposób. Uważam, wbrew temu, co mówi jedna z modlitw, że nagła śmierć jest wybawieniem. Bo taka śmierć nie pozwala ani na pożegnanie z bliskimi ani na przyjęcie ostatnich sakramentów. Ale mnie się wydaje, że nagła i niespodziewana śmierć bardzo często jest błogosławieństwem. Szczególnie w wypadku ludzi, którzy są aktywni i nie chcieliby zmienić pozycji z pionowej na poziomą w ostatnich lata swego życia. Ja bym nie chciała. Więc mam takie właśnie marzenie.

Obejrzyj film tu

Daniel Olbrychski sportretowany z profilu, z długimi włosami i piórem we włosach, nagi od pasa w górę, na neutralnym tle. Kontrastowa, czarno-biała fotografia stylizowana na portret rdzennego mieszkańca Ameryki.
fotografia: Iza Grzybowska, tekst: Alicja Resich-Modlińska

Daniel Olbrychski

Twoja kariera aktorska przebiegała tak, że czasami nawet nie zdążyłeś zamarzyć, a już miałeś rolę: Rafał Olbromski, Kmicic, Azja Tuchajbejowicz, Hamlet. Propozycje wyprzedzały marzenia młodego aktora. Tak jest do dziś?

Trochę tak. Chociaż zawsze marzyłem, żeby zagrać w westernie amerykańskim… (…) Oby to było przed tym czasem jak będę mógł zagrać tylko szeryfa na wózku inwalidzkim, bo już na konia nie dam rady wsiąść. (…) Tak naprawdę od początku moim idolem historycznym był Zawisza Czarny. A Winnetou to jest czerwonoskóry Zawisza Czarny. Ktoś nie do pokonania, niezłomny i sprawiedliwy. Winnetou nie zabijał, jeśli to nie było konieczne.”

Obejrzyj film tu

Krzysztof Pastor ubrany w smoking, jedną ręką poprawia białą muszkę na szyi, w drugiej ręce trzyma dyrygencką batutę. Jego postać widoczna jest jako odbicie w okrągłym lustrze trzymanym przez osobę ukrytą za lustrem.
fotografia (collage): Igor Omulecki, tekst: Anna Kaplińska

Krzysztof Pastor

„Nie marzyłem o sławie. To nie była kategoria, która mnie interesowała i większość nas, tancerzy nie myślała o wielkiej sławie, nie wydawało nam się to wtedy możliwe. (…) Ale pamiętam, że miałem takie przebłyski i do dziś mi to zostało, że piękną rzeczą, naprawdę piękną, jest bycie dyrygentem. Może się zdawać dziwne, ale kryje się pod tym potrzeba rozwinięcia nieznanej mi do tej pory umiejętności. (…) Pociąga mnie pewna logika, którą musi się posługiwać dyrygent, ale też widzę, czy też raczej słyszę jak bardzo brzmienie muzyki zależy od jego osobowości. Marzy mi się bycie dyrygentem, który prowadzi orkiestrę, która potrafi porwać publiczność.”

Obejrzyj film tu

Aleksandra Kurzak stoi przy żółtej, teatralnej kurtynie w minimalistycznym wnętrzu. Ubrana w jasnoróżowy garnitur i baletki, przyjmuje pozę przypominającą pozycję baletową. Podłoga jest błyszcząca i różowa.
fotografia: Kasia Bielska, tekst: Anna Kaplińska

Aleksandra Kurzak

„Od dziecka byłam obłędnie zakochana w balecie. Może dlatego, że kiedy byłam bardzo mała, rodzice zabierali mnie do opery na baletowe bajki dla dzieci. (…) Uwielbiałam „Jezioro łabędzie” i „Giselle”. Często nie wytrzymywałam – wstawałam podczas występu i w loży, między rzędami tańczyłam niektóre partie. Zdezorientowani widzowie patrzyli na to ze zdziwieniem i śmiali się. A ja tak bardzo chciałam tańczyć….Dostałam nawet od koleżanek mamy puenty. Gdy czasem przychodziły do nas do domu, to mnie podnosiły, uczyły piruetów. Często zdzierałam stopy do krwi i nie mogłam przestać tańczyć.”

Obejrzyj film tu

Edward Dwurnik czterokrotnie sportretowany w jednym kadrze, ucharakteryzowany na członków zespołu Rolling Stones. Ta sama osoba występuje w czterech wcieleniach, stojących blisko siebie na ciemnym tle, w czarnych strojach; jedno z wcieleń ma kapelusz, inne skórzaną kurtkę, postacie obejmują się ramionami i patrzą w obiektyw.
fotografia: Kobas Laksa, tekst: Bogusław Deptuła

Edward Dwurnik

„Oczywiście, że chciałem być jak Mick Jagger, tym bardziej, że jesteśmy z tego samego rocznika. Rzecz jasna byłem na ich warszawskim koncercie i to tym pierwszym, bo były dwa. To rzeczywiście było niesamowite przeżycie. Siedzieliśmy gdzieś bardzo wysoko, ale miałem fajną lornetkę. I pierwszy raz zetknąłem się z ostrym nagłośnieniem na koncercie. Oni mieli wtedy moc. A ja mogłem się czuć jak wybraniec losu. W Warszawie Stonesi mieli po te swoje dwadzieścia kilka lat i byli super. ”

Obejrzyj film tu

Jaś Mela siedzi przy stole w restauracji azjatyckiej i je posiłek pałeczkami. Ma na sobie strój w stylu militarnym z hełmem. Przy stole siedzą także dorośli i dzieci; na stole stoją dzbanki z napojami, talerze i karta menu. W tle stoi duże akwarium.
fotografia: Kuba Dąbrowski, tekst: Anna Kaplińska

Jaś Mela

„(…) Nie jest to co prawda poprawne politycznie, ale jako dzieciak marzyłem też o tym, żeby być żołnierzem. Nie chodziło mi o to, żeby biegać z karabinem, ale wyobrażałem sobie, że czołgam się w wśród tej niesamowitej roślinności. Ja po prostu kocham dżunglę. Parę razy miałem okazję spędzić tam trochę czasu. Fascynowało mnie wojenne kino hollywoodzkie, opowiadające głównie o Wietnamie. Moim ulubionym filmem jest „Czas Apokalipsy”, a książką „Jądro ciemności”. (…) W tej książce fascynuje mnie odkrywanie prawdy, tajników ludzkiej natury – dziwnej i często okrutnej. Wszystkie te filmy o Wietnamie pokazują absurd wojny, absurd zabijania, ale także zderzenie świata zachodniego z zupełnie innym sposobem myślenia.”

Obejrzyj film tu

Alicja Resich-Modlińska stoi na jednolitym, niebieskim tle, ubrana w geometryczną, przestrzenną konstrukcję z różowych i fioletowych elementów. W prawej ręce trzyma abstrakcyjny obiekt w tych samych kolorach, przypominający pochodnię lub rożek lodów.
fotografia: Monika Kmita, tekst: Anna Kaplińska

Alicja Resich-Modlińska

„Nie wierzę we wróżki. Ani w czarownice, ani w inne siły nadprzyrodzone. Wszystko to, co jest motorem zmian, co nas napędza lub nie napędza, jest w nas, ludziach. Jest w nas również wyobraźnia, fantazja i nadzieja. Powiedziałabym więc, że mam wielką nadzieję, że wróżki istnieją. To jest tak, jak z Bogiem – mam nadzieję, że jest. Jeśli się okaże, że istnieje – zaakceptuję to z zachwytem. Ja tylko fantazjuję…”

Obejrzyj film tu